Na śniadanie jajecznica z 9 jaj dzięki uprzejmości współlokatorów z Pródnika, a do tego wkrojona kiełbaska podarowana od ludzi ze Szczecina.
Później wymarsz, lecz najpierw jeszcze mały postój w tej samej kawiarni co wczoraj i dyskusje na temat ekologów i puszczy. Spacerując przez Puszczę Białowieską można wyrobić sobie trochę zdania na ten temat, więc i Pstrykacz dorzucił parę swoich groszy: „Jeśliby przychylić się do zdania ekologów, że las poradzi sobie sam, to za kilka lat będzie trzeba go zamknąć dla turystów, bo stanie się po prostu niebezpieczny. Już teraz w wielu miejscach nie można przejść inaczej, jak po ściśle wytyczonych drogach, a co to za przyjemność spacerowania po lesie. Za jakieś 120 lat być może wyrośnie tu zupełnie nowy, inny las.”
Idąc dalej, Pstrykacza dogonił rowerem pan z Krakowa, który przy okazji udzielił mu wiele cennych rad na temat podróżowania po górach.
Droga do Topiła była stosunkowo krótka i spokojna. Na miejscu Pstrykacz nie pozbył się ostatniego grosza w barze „Ostatni Grosz”, ale za to skorzystał z noclegu u właściciela. Wieczorem, gdy Pstrykacz wyszedł na taras, pod ogrodzenie przyszły sarny.
Mapki wyjątkowo brak, bo i z zasięgiem kiepsko 😉