Dzień 17 (Niemirów – Pratulin)

Rano Pstrykacz zaspał. To znaczy, obudził się po siódmej rano. Przyszedł do niego pan Ryszard Saciuk, u którego Pstrykacz miał przyjemność nocować, z pytaniem, czy Pstrykacz ma co jeść. I choć miał, to i tak przyniósł jajek, trochę chleba, całą gomółkę masła i na dodatek litr świeżego mleka. Więc śniadanie było na bogato – jajecznica na masełku z przyprawami i czosnkiem. Jak to Pstrykacz mówi: „czosnek powinien być podstawowym wyposażeniem każdego podróżnika”.

Pan Ryszard pożyczył łódkę, a tak właściwie to łódeczkę. Łódeczkę – malutką łupinkę. I zaoferował, że razem się przeprawią przez Bug. Przed wejściem Pstrykacz został zapytany, czy umie pływać, i nie było to wcale takie bezpodstawne pytanie. Po tym jak do łódeczki wsiedli pan Ryszard, Pstrykacz i plecak Pstrykacza… to łupinka wystawała z wody może na 10cm! Pstrykacz dziękował sobie w duchu, że do plecaka spakował niezbędne minimum, bo naprawdę łódeczka nie dałaby sobie rady. Nurt był całkiem wartki, ale nie było wiatru, więc bez przygód przycumowali na drugi brzeg w Gnojnie. A na koniec pan Ryszard przyznał się, że pierwszy raz taką łódeczką płynął 😀

Po jakichś 5km Pstrykacz doszedł do miejscowości Stary Bubel, gdzie akurat odprawiana była Msza Święta, więc już na niej został.
W drodze do Janowa Podlaskiego, zadzwonił Pstrykaczowi telefon. Okazało się, że jego brat Marian z żoną chcieli mu zrobić niespodziankę, więc w Janowie odbyło się małe spotkanie rodzinne. To był taki ostatni moment, żeby się jeszcze spotkać, bo potem byłoby już za daleko 🙂

Za Janowem spotkanie z patrolem Straży Granicznej, które Pstrykacz bardzo lubi, bo zawsze spotyka przemiłych strażników. Tym razem był szczerze zdumiony, bo nie zdążył się odezwać, a już został zapytany „A Pan to Tadeusz Olszewski?”. Dobrze wiedzieć, że już kolejny oddział, teraz lubelski, wie już o wyprawie.

Na trasie było jeszcze jedno małe zaskoczenie. Około 5km przed metą Pstrykacz spotkał się z kolejną propozycją podwózki, ale tym razem kierowca zapytał, czy Pstrykacz nie jest przypadkiem tym gościem, który idzie wzdłuż wschodniej granicy. Skąd to wiedział? Otóż podobno o Pstrykaczu mówiła któraś lubelska stacja radiowa. Pstrykacz się śmiał, że wieści o nim docierają przed nim samym, ale gdyby ktoś się natknął na więcej informacji, to sztab techniczny byłby wdzięczy 😀

W Pratulinie, na koniec dnia, odwiedzenie Sanktuarium Błogosławionych Męczenników Podlaskich. Nocleg znaleziony sprawnie, ciągle jeszcze pod dachem.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *