Rano pobudka o 5:50, wymarsz zaraz o 8:10. Pierwszy odpoczynek po 10km pod niedawno wyremontowaną cerkwią w Zubaczach.
Zaraz po wyruszeniu mały przystanek na pogawędkę z Danielem i Patrykiem, którzy Pstrykacza zaczepili (a dokąd, a dlaczego, na piechotę?!)… 😉
Przed Klukowicami spotkany patrol Straży Granicznej. Dzisiaj Pstrykacz prowokacyjnie szedł niemal przy samej granicy, więc aż się prosił o kontrolę 😉 Niestety dowiedział się również od Straży, że prom w Niemirowie, którym chciał się przeprawić przez Bug, w tym roku również nie działa, ale postanowił mimo wszystko do tego miasta dojść. Gdyby przeprawa się nie udała, oznaczałoby to konieczność pójścia dalej do Mielnika i jeden dzień w trasie więcej.
Kolejna przerwa, tym razem obiadowa, pod niebieską cerkwią w Tokarach. W tym roku niestety była zamknięta, więc obiad zjedzony jedynie w towarzystwie żab, które radośnie skakały na około.
3km przed Niemirowem Pstrykacza złapał ten sam patrol… „Podwieźć Pana?” „Nic z tego, nie dam się!” 😀
Gdy Pstrykacz dochodził do celu, akurat zaczynała się Msza, więc już na niej został. A po, udał się do proboszcza z pytaniem o polecenie jakiejś agroturystyki lub o pozwolenie na rozłożenie namiotu pod probostwem. Lecz okazało się, że proboszcz swoich ludzi zna i szybko zorganizował nocleg i… przeprawę przez rzekę! Kawałek swojego dachu Pstrykaczowi użyczyli bardzo mili ludzie, którzy akurat przyjechali na parę dni na odpoczynek z Białegostoku. W Niemirowie żadnego sklepu nie ma, więc jeszcze podzielili się kolacją. Nocleg w domku, który wygląda w środku jak sprzed 30-40 lat. Angielka, stary kredens. „I nawet wykąpałem się w misce, jak to dawniej było na wsi”.