Dzień rozpoczęty Mszą Świętą w Sanktuarium Matki Bożej Kodeńskiej. A potem w drogę!
Jak to Pstrykacz określił: „Nic szczególnego się dzisiaj nie działo. Ciągle asfalt.” A po asfalcie słabo się idzie, więc było trochę narzekania na stopy. Po pierwszych 10km przerwa. Kolejna w Sławatyczach. Pstrykacz zaszedł tam na kawę do pani gospodyni, u której nocował rok temu. Ta oczywiście od razu go rozpoznała. I tak minęła pierwsza kawa, druga kawa, ciastka… i burza. Tak, jak już trzeba było wychodzić, to przyszła burza, więc wyszło na to, że Pstrykacz zasiedział się w gościnie niemal na 2 godziny. A taka przerwa na tak długiej trasie to już dość poważny problem (jeszcze raz trzeba się rozruszać, no i kilometrów przed sobą nadal dużo). Więc jak tylko burza minęła, Pstrykacz ruszył. Ale nie na długo nacieszył się pogodą, bo jak tylko wyszedł ze Sławatycz, to znowu zaczął padać deszcz.
Obiad w miejscowości Hanna w „Małym obżarstwie”, pierogi ruskie były jedzone na szybko, ale były dobre. Pstrykacz podreptał dalej. Wychodząc z Hanny minął go jakiś mężczyzna na rolkach, lecz po dłuższej chwili zawrócił i zagadał do Pstrykacza, widząc u niego różaniec w ręku. I tak Pstrykacz dostał niespodziewane błogosławieństwo na dalszą drogę, bo okazało się, że na rolkach jechał nie kto inny, jak ksiądz z Hanny 😉 Później jeszcze mijał Pstrykacza jakiś pan, który zażartował sobie „O, a to ten słynny Tadeusz, o którym w radiu było!”. Było dużo śmiechu, ale pan zaraz się wytłumaczył, że to panie z knajpki zdradziły pstrykaczowe imię i opowiedziały o podróży, a nie z radia 😉
Dalej Pstrykacz starał się trzymać marszowe tempo, lecz różnie mu to wychodziło. Po jakichś 8km od Hanny natknął się na rowerzystę, Dominika z Gdyni. Jechał rowerem z Elbląga do Lublina. I tak przez dość długi odcinek razem dotrzymywali sobie tempa – Dominik specjalnie jechał wolniej rowerem, a Pstrykacz szybciej szedł. I tak sobie przy okazji rozmawiali o życiu. Pewnie gdyby nie to spotkanie, to Pstrykacz po nocy szukałby noclegu, a tak to do Włodawy doszedł o 21. Na miejscu, jeden z przechodniów zasugerował nocleg u Ojców Paulinów. I tam rzeczywiście Pstrykacz go znalazł. Nakarmili rano i wieczorem. Dobre miejsce na regenerację sił na dalszą wędrówkę.
Dziękuję za fantastyczną relację. Szkoda, że bez zdjęć z mojego rodzinnego miasta i okolic. Jeżeli będzie Pan kiedykolwiek we Włodawie proszę o wcześniejszy kontakt np. e-mail.